|
|
Pomiędzy słowami Historia snuje się, a mężczyzna wyznaje kobiecie miłość deklarując, że dla niej rzuciłby się pod pociąg. Mike uśmiecha się do Mówczyni i przypomina jej, że ją lubi. - I co, też rzuciłbyś się dla niej pod pociąg? - pyta Steve pół żartem. Cisza trwa moment, ułamek chwili. - Rzuciłbym się - mówi Mike, a ton jego głosu zdradza, że jest lekko zaskoczony własną odpowiedzią. A potem z uśmiechem obraca wszystko w żart, by zamknąć temat i nie pozwolić, by inni zepsuli to, co zabrzmiało między słowami. Mówczyni słucha i nie prosi o więcej słów, przytula te, które otrzymała. Czasem snuje myśli o przyszłości, czasem snują oboje - o tej bliskiej, która już za dwa i pół miesiąca, i o tej dalekiej, którą chciałoby się przybliżyć, ale rozsądek zakazuje - trzeba być cierpliwym. I can't wait to hold you. Już niedługo, dwa i pół miesiąca - minie tak szybko jak poprzednie trzy, zanim się obejrzę, będzie lot i przesiadka na Heathrow, potem drugi samolot, większy - bo i więcej godzin w powietrzu. I zanim się obejrzę, już mnie będzie trzymał w ramionach i przytulał, już będę się domagała pocałunków. I wszystko będzie znów całością i perfekcją. Śniąca, 2009-10-06 skomentuj (3) I like you, I miss you, I want you - Hej, czego się śmiejesz, co? - rzuca Mówczyni zaczepnym tonem, choć przecież sama też ma uśmiech na twarzy. Bo wie, że mężczyzna niezłośliwy. - Bo to jest dokładnie coś, co ja bym zrobił - odpowiada Mike, nie potrafiąc powstrzymać śmiechu. W miarę, jak czas upływa, stajemy się do siebie bardziej podobni, dopasowujemy pojedyncze dźwięki tak, by współbrzmiały, by w muzyce nie było fałszywych tonów. "I like you, I miss you, I want you" powtarzane niemalże co wieczór, codzienna porcja czułości, która przysługuje Mówczyni. I czasem jeszcze jakiś dodatek. - Limit na dziś wyczerpany - mówi Mike zaraz po garści pięknych słów i uśmiecha się szeroko. - Przyznaj się, nie cierpisz, kiedy tak robię. Mówczyni śmieje się razem z nim, bo przecież przywykła, bo czułe słowa nie byłyby tym samym, gdyby na końcu nie było żartu czy typowo Mike'owej złośliwości. To jak przyprawa, bez której powtarzana codziennie litania straciłaby na świeżości i na smaku. I like you, I miss you, I want you. I więcej słów nie potrzeba, a nawet nie można powiedzieć - bo tak naprawdę chciałoby się wyciągnąć rękę, przytulić. I like you, I miss you, I want you. W tych słowach zawiera się wszystko, uczucia, tęsknota, przywiązanie. Cztery miesiące. Jeśli dostanę wizę. Dostanę. Muszę. Śniąca, 2009-08-16 skomentuj (0) Po-czekiwanie. Myśli kłębią się w głowie, nie dają spokoju, nie dają zapomnieć. Nie chcę zapomnieć. Wciąż nie mogę się nadziwić, że dwoje ludzi na dwóch końcach świata może być do siebie tak podobnych. Że może tak dobrze się rozumieć, choć nigdy się nie spotkało. Że może tak dobrze czuć się w swoim towarzystwie. Że może się tak dopełniać. Że bariera językowa nie będzie wcale barierą, a jedynie urozmaiceniem konwersacji i przedmiotem żartów. Wszystko potoczyło się lepiej, niż śmiałabym marzyć. I choć najtrudniejsze jeszcze przed nami, cała tęsknota i czekanie, uśmiecham się radośnie. Bo warto czekać, warto tęsknić. I wiem, że kiedyś uda się - wspólne łóżko i wspólna kuchnia, mój stos książek wymieszany z jego szkicownikami, dwa laptopy obok siebie, mnóstwo śmiechu. Trzeba tylko poczekać, pracowicie czekać. Spełniać sen. Śniąca, 2009-06-23 skomentuj (1) Jeden Jeden miesiąc. Jeden tydzień. I jeden dzień. I dwie nadzieje, po dwóch różnych stronach oceanu. Tylko tyle. Skąd ta dziwna pewność, że wszystko będzie dobrze, że wszystko będzie jak należy? Z wnętrza, z obu wnętrz. Śniąca, 2009-05-01 skomentuj (2) Myśli mieszane I jak powiedzieć i czy powiedzieć, że sygnały są sprzeczne? Czy spojrzeć w oczy, głęboko i opuścić woal twarzy, jednej, drugiej, trzeciej, a potem mówić, nie mając żadnej pewności, że w ręce wyciągniętej na powitanie nie czai się nóż? Czy też może przesłonić oczy pasmem włosów - jednym, drugim, trzecim - gdy głowa pochylona ukrywa spojrzenia, wbija je w ziemię, głęboko, aż do jej serca? Jak mówić i czy mówić. Balansując na cienkiej linii ryzyka, z bólem w jednej dłoni, z radością w drugiej - które z nich przeważy szalę? I jakie to ma znaczenie, gdy przepaść po obu stronach ta sama? Tylko nadzieja, że po jednej, tej właściwej, czekają dłonie, gotowe pochwycić w locie, przytrzymać, albo i przyciągnąć do siebie. A może właśnie nie? Odsuną się, nawet nie zamkną w pięści - obojętne. Jak wybrać? Myśmy już o tym rozmawiały, wiele razy. I jedynie Wiedźma milczy i właśnie brakiem słów wyraża najwięcej - ale... czy ja na pewno rozumiem, co? Ale przynajmniej widzimy stąd morze. "Myślałam, że moglibyśmy przejść się nad wodą i znaleźć jakiś pretekst by zanurzyć się w niej, ale teraz..." Nie, nie boję się fali. Nie fali. Kawałki nierówno łamanego opłatka kołyszą się na wietrze - obwiązane mocnym, brązowym sznurkiem, zwisają z okien i drzwi, zdobią ściany. Kruche i niepewne w objęciach podmuchów, a przecież mają chronić. Ostatnia bariera przed tym, co nieuniknione, ale jeszcze nieznane, ukryte pod przymkniętymi powiekami, pod maską zrobioną wykrzywionych, martwych twarzy. Kawałki opłatka kołyszą się na wietrze... To tylko sen? A może to po prostu wiosna. Boję się. Śniąca, 2009-03-11 skomentuj (0) Uczuciostaza Nie obyło się bez wątpliwości, nie obyło się bez rozmyślań, nawet bez poważnej rozmowy się nie obyło. I choć Śniąca wiedziała doskonale, jak wiele jest w stanie zrozumieć i wybaczyć, choć jednocześnie zastanawiała się, czy powinna, to została zaskoczona tym, z jak wieloma rzeczami może się pogodzić. Z tymi, której dawniej, w innym miejscu i czasie budziły irytację, złość, smutek. A teraz przychodzą niemalże naturalnie, czasem może z cichym westchnieniem, że właśnie tak być musi i nie ma sensu się buntować. Być może dlatego, że wciąż można wypowiedzieć słowa wątpliwości, mówić o pragnieniach i o tym, co nie zawsze w oczach Śniącej jest tak, jak być powinno. I wtedy wszystko zostaje wyjaśnione, bo tak naprawdę nie ma złej woli i złych intencji, jest tylko kilka żartów i dobra wola drugiej strony - wtedy też łatwiej się pogodzić, znika chęć buntu i głupie pomysły. A w głowie brzmi echo głosu, co drżący mówił o tym, czego nie pragnie stracić. Czy trzeba czegoś więcej? Coraz radośniej wyczekuję czerwca, coraz... spokojniej. Jakby znikała obawa, że coś może pójść nie tak. I choć wciąż pojawia myśl, że coś nie tak pójść może, to ważniejsza świadomość, że tylko to, na co wpływu nie ma i nigdy nie było. Cała reszta jest pewnością. Dobrze mi. Śniąca, 2009-02-17 skomentuj (0) Sen z widokiem na morze Głowa sama opada w dół, ciągnięta przez powieki. Zmęczenie opada na ramiona, przyciska do łóżka, dusi. Rozciągnięta w poprzek prześcieradła, wdychając gorące powietrze przegrzanego pokoju zapadam w sen, w niespokojny sen. Ale przynajmniej widzimy stąd morze. Szare, stalowoszare - takie, jakie zapamiętałam z Greystones. Prawdziwie jesiennie i pusto, szarość kamieni, szarość wody i nawet niebo było szarawe, choć z delikatną domieszką błękitu. Przecudowny widok, który nie blednie w pamięci, mimo upływu miesięcy. I który powrócił we śnie. A gdy podejść bliżej, ściemniała woda, nieprzenikniona teraz, niezbadana. Głęboka, nieruchoma i spokojna. Tylko z brzegu, za załomem wśród drzew, olbrzymie fale jedna po drugiej rozbijają się o spokój, zdają się próbować zagarnąć to, co na lądzie. I dziecko, w zimowym stroju, brodzące przez wodę, czekające na falę - na zbijający z nóg cios, który popchnie je dalej. Stałam na brzegu, podziwiając morze i przyglądając się dziecku - przekonana, że zaraz trzeba będzie pobiec na ratunek, wyłowić istotę, które nie poradzi sobie z tym, na co się poważyła. Myliłam się. Stałam więc na brzegu i patrzyłam na morze i na dziecko, które bawi się z potężnymi falami. Drwi ze mnie morze ze snu i drwi ze mnie dziecko. Śmieją się z mojego strachu, z mojej niepewności. Z ostrożności. Z nieufności. Bo wszystko to przecież niepotrzebne i ja to czuję, coraz bardziej. Coraz trudniej mieć wątpliwości, takie prawdziwe, uzasadnione. - To się staje prawdziwe - mówi Młodsza zaskoczona, gdy słyszy, że zostało już tylko pięć miesięcy. To zawsze było prawdziwe - odpowiadam w myślach. - Po prostu bardziej odległe. Śmieję się z samej siebie, razem z morzem i dzieckiem, które odważniejsze ode mnie, które wie, że podoła każdej fali. Które się nie waha. Ale przecież ja też już nie. Strach nie ma sensu, po co przysłaniać całe niebo, kładąc przed oczami jedną chmurę? Bo przecież fala gdy przyjdzie, będę gotowa. Dam się jej ponieść dokładnie tam, dokąd chce mnie porwać - na spokojne, czarne wody mojego ukochanego morza. Śniąca, 2009-01-19 skomentuj (1) |
Księga snów 2009 październik sierpień czerwiec maj marzec luty styczeń 2008 grudzień październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj Przez inne sny Srebrzystosennie Śnij Rosję Celtycko Ta, która zaklina smoki Nakasha Kamiennym snem Cichostopy Aureola wokół myśli Dym zaciera ostre kontury Okruch Lodu Prawdziwe życie Wspaniała kobieta |